„Niewygodnie ale stabilnie. Wiesz, ja boję się zmian.”
Jako psycholożka i coach bardzo często słyszę to pytanie: dlaczego ludzie tkwią w pracy, która od dawna nie daje im satysfakcji?
Odpowiedź, która pada najszybciej: „Bo boją się zmian.”
Myślę jednak, że to zbyt proste wyjaśnienie.
Kiedy pracuję z osobami dojrzałymi i refleksyjnymi, widzę inny mechanizm. Paradoks polega na tym, że im ktoś mądrzejszy, tym łatwiej znajduje sobie powody, żeby jeszcze nie odchodzić.
„Mam stabilną pensję.” „Znam ten zespół.” „Mam już 45 lat.” „Spłacam kredyt.” „A jeśli po zmianie okaże się, że będzie dokładnie tak samo?”
Każdy z tych argumentów jest rozsądny. I właśnie dlatego pojawia się pytanie, które uważam za dużo ciekawsze:
W którym momencie rozsądek przestaje być mądrością, a staje się dobrze uzasadnionym unikaniem?
Bo czasami nie trzymamy się pracy. Trzymamy się siebie.
Człowiek nie boi się stracić pracy — boi się stracić tożsamość. Kiedy przez dwadzieścia lat mówiło się o sobie „jestem nauczycielką”, „jestem kierowniczką”, zmiana zawodu oznacza zgodę na to, żeby znów czegoś nie umieć, popełniać błędy, być początkującą. Dla kompetentnej osoby dorosłej to bywa najtrudniejsze.
Jest jeszcze pułapka zainwestowanego życia: „poświęciłam temu pięć lat studiów, dwadzieścia lat kariery — czy to wszystko ma pójść na marne?”. I wtedy inwestujemy kolejne lata — nie dlatego, że wierzymy w przyszłość, ale dlatego, że trudno nam pogodzić się z przeszłością.
Podczas konsultacji zadaję często jedno pytanie: „Co straciłbyś, gdybyś jutro odszedł z tej pracy?”. Odpowiedź prawie zawsze jest dłuższa, niż ktoś się spodziewał — to nie tylko pieniądze, ale poczucie kompetencji, pozycja, relacje, przewidywalność, bycie potrzebnym. I wtedy przestajemy mówić o słabości, a zaczynamy o konflikcie wartości.
Może więc pytanie nie powinno brzmieć „dlaczego mądrzy ludzie zostają w pracy, której nie lubią?”, tylko:
„Co jest dla rozsądnego człowieka na tyle ważne, że godzi się płacić za to pracą, której nie kocha? I czy nadal świadomie płacę tę cenę,min wypalenia zawodowego czy już dawno przestałam sprawdzać warunki tej umowy?”
Na koniec zostawiam Wam pytania, które sama zadaję klientom:
→ Gdyby Twoja praca przez kolejnych pięć lat wyglądała dokładnie tak jak dziś — zgodziłbyś się na takie życie? → Jeśli nie, co musiałoby się wydarzyć, żebyś pozwolił sobie coś zmieniać? → Co jest dziś bardziej przerażające: ryzyko, że zmiana się nie uda, czy to, że za kilka lat odkryjesz, że dobrze zaplanowałeś… cudzą zawodową historię? → Jeśli dziś nie musisz jeszcze odchodzić, ale możesz przestać traktować tę pracę jako jedyną możliwą drogę — co możesz zrobić już w tym tygodniu?
Bo być może najważniejsza decyzja wcale nie brzmi „odchodzę”, tylko spokojniej: „na razie zostaję, ale od dziś zaczynam budować siebie na nowo, koniec iluzji.
I to nie jest ucieczka. To powrót do bycia autorem własnego życia zawodowego.
HASŁO BEATY JANCZUR: „Bawimy się bardziej wymyślaniem siebie, niż sobą jesteśmy.”
Ewelina Strawa psycholog, coach