Kilka refleksji psycholożki i trenerki biznesu — o dojrzałości, odpowiedzialności i rolach, które nieświadomie przyjmujemy w relacjach zawodowych
W mojej praktyce — jako psycholożka, ale też jako trenerka i coach pracujący z liderami i zespołami — bardzo często słyszę to samo zdanie: „Mój szef zachowuje się jak dziecko”. Mówią to z irytacją, ze zmęczeniem, czasem z bezradnością. Obraża się na krytykę. Nie potrafi przyznać się do błędu. Zmienia decyzje pod wpływem emocji. Oczekuje, że inni domyślą się jego potrzeb. Szuka winnego, zamiast szukać rozwiązania.
I zawsze w tym momencie proponuję zatrzymanie się na chwilę dłużej. Bo o wiele bardziej niż ocena przełożonego interesuje mnie to, co zaczyna dziać się pomiędzy dwiema dorosłymi osobami.
Pytanie, które zmienia perspektywę
Kiedy mówisz „mój szef zachowuje się jak dziecko” — opisujesz wyłącznie jego zachowanie, czy również to, jak Ty zaczynasz się przy nim zachowywać?
To pytanie zmienia wszystko. Bo problem rzadko polega wyłącznie na niedojrzałości przełożonego. Znacznie częściej w relacji uruchamia się drugi, mniej widoczny proces: pracownik zaczyna zachowywać się jak rodzic swojego szefa.
Na początku to wygląda niewinnie. Jeszcze raz przypomina o terminie. Sam sprawdza to, co powinien sprawdzić przełożony. Odkłada trudną rozmowę, bo „to nie jest dobry moment”. Łagodzi komunikat, żeby nie wywołać reakcji. Z czasem tych drobnych korekt jest coraz więcej — i człowiek przestaje robić wyłącznie swoją pracę. Zaczyna też pilnować cudzego nastroju.
Gdzie relacja zawodowa traci swoją strukturę
W tym momencie pracownik przestaje być tylko pracownikiem. Staje się kimś, kto przypomina, uspokaja, przewiduje, zabezpiecza i próbuje zapobiegać emocjonalnym konsekwencjom decyzji drugiego dorosłego człowieka. Czasem pojawia się wręcz myśl: „rozmawiam z szefem tak, jakby nie potrafił unieść zwykłej dorosłej rozmowy”.
To nie jest diagnoza przełożonego — nie stawiam diagnoz osobom, których nie znam. To jest nazwanie mechanizmu relacyjnego: jeden dorosły zaczyna brać odpowiedzialność nie tylko za swoją pracę, ale i za emocje drugiego.
A w zdrowym środowisku zawodowym podział jest prosty:
- przełożony odpowiada za decyzje, organizację pracy i zarządzanie zespołem,
- pracownik odpowiada za jakość swojej pracy, komunikowanie trudności i realizację zadań.
Nikt nie odpowiada za psychologiczną dojrzałość drugiego dorosłego człowieka. Nikt.
Jak łatwo przekroczyć tę granicę
Zaczynasz wybierać moment na rozmowę nie dlatego, że jesteś taktowny, tylko dlatego, że boisz się reakcji. Milczysz nie dlatego, że temat jest nieważny, tylko dlatego, że nie chcesz „wywołać problemu”. Zgadzasz się na coś, z czym się nie zgadzasz, bo bardziej pilnujesz emocjonalnej stabilności drugiej osoby niż własnej decyzji.
I wtedy pojawia się pytanie, które w pracy z klientami zadaję najczęściej:
Ile Twojej energii idzie dziś na wykonywanie zadań, a ile na przewidywanie nastroju przełożonego?
To pytanie wyjaśnia zmęczenie, którego nie da się uzasadnić liczbą godzin czy obowiązków. Bo można pracować w normalnym wymiarze i wracać wyczerpanym — ponieważ cały dzień spędza się w stanie emocjonalnej czujności. Obserwując, dobierając słowa, łagodząc, przewidując reakcję. W praktyce wykonuje się wtedy dwie prace naraz: tę wynikającą ze stanowiska i tę nieformalną — pracę emocjonalnego regulatora dorosłego człowieka. Niewidzialną, ale bardzo kosztowną.
Pułapka „wychowywania” szefa
Naturalną reakcją bywa chęć zmiany przełożonego. Wytłumaczenia mu. Pokazania błędów. Nauczenia lepszej komunikacji. To zrozumiałe — ale kryje się w tym paradoks: próbując „wychować” niedojrzałego szefa, pracownik jeszcze mocniej wchodzi w rolę rodzica. Chce naprawić relację, a jednocześnie utrwala jej nierównowagę.
Dorosła relacja zawodowa działa inaczej. Można mówić o faktach. Nazywać konsekwencje. Komunikować potrzeby i granice. Można jasno powiedzieć, czego się nie zrobi albo jakie zachowanie przekracza standardy współpracy. Nie można natomiast przejąć odpowiedzialności za to, czy druga osoba dojrzeje i nauczy się regulować emocje. To już nie nasz obszar.
Test, który warto sobie zrobić
W pracy z klientami często zadaję proste pytanie: „Gdyby przed Tobą siedział nie Twój szef, tylko po prostu inny dorosły człowiek — rozmawiałbyś z nim w ten sam sposób?”.
Odpowiedź zwykle zaskakuje. Bo często okazuje się, że dana osoba dawno przestała komunikować się wprost. Zaczęła nadmiernie łagodzić, wycofywać ważne tematy, dopasowywać się do cudzego nastroju.
I kolejne pytanie: co właściwie chronisz — profesjonalną relację czy emocjonalny komfort przełożonego?
To rozróżnienie jest kluczowe. Szacunek i ostrożność w komunikacji nie oznaczają brania odpowiedzialności za cudze emocje. Można być uprzejmym i mówić jasno jednocześnie. Można szanować hierarchię, nie rezygnując z własnej dorosłej pozycji.
Najtrudniejszy moment
To ten, w którym trzeba zaakceptować, że druga osoba być może nadal będzie reagować impulsywnie, obrażać się, unikać odpowiedzialności. Nie zawsze mamy wpływ na to, jaki jest nasz przełożony. Mamy natomiast pełny wpływ na to, jaką rolę przyjmujemy obok niego. I to jest dokładnie ta przestrzeń, w której zaczyna się realna zmiana.
Dlatego pytanie „co zrobić, jeśli mój szef zachowuje się jak dziecko?” jest mniej użyteczne niż inne:
Co dzieje się ze mną obok tego człowieka?
Czy zaczynam ratować? Przewidywać? Wychowywać? Boję się mówić wprost? Przestaję ufać własnej ocenie sytuacji? Zachowuję się jak dorosły profesjonalista, czy wchodzę w rolę, której nikt mi formalnie nie powierzył?
Im dłużej pracuję zawodowo — z klientami, z zespołami, w projektach rozwojowych — tym mocniej widzę, że dojrzałość zawodowa nie polega na tym, że pracujemy wyłącznie z ludźmi dojrzałymi. Taki komfort rzadko jest dostępny. Dojrzałość zaczyna się wtedy, gdy potrafimy zostać w swojej dorosłej roli również obok kogoś, kto sam nie zawsze się dojrzale zachowuje.
Nie wychowywać. Nie ratować. Nie uspokajać za wszelką cenę. Nie zgadywać. Nie brać odpowiedzialności za cudzy wewnętrzny świat. Zamiast tego — jasno widzieć, co należy do mnie, a co już do drugiej strony.
Na koniec
Być może najważniejsze pytanie nie brzmi „dlaczego mój szef zachowuje się jak dziecko”, ale:
Dlaczego obok niego Ty stopniowo przestajesz czuć się dorosłym człowiekiem?
To pytanie nie zmieni Twojego przełożonego. Może za to zmienić miejsce, z którego zaczynasz budować tę relację. I właśnie tam — moim zdaniem — zaczyna się prawdziwa zawodowa dojrzałość. Nie wtedy, gdy otacza nas grono idealnych szefów, ale wtedy, gdy przestajemy brać na siebie odpowiedzialność za psychologiczne dojrzewanie innych ludzi.
Bo zarządzanie własną pracą jest częścią mojej zawodowej odpowiedzialności.
Zarządzanie wewnętrznym światem Twojego przełożonego — już nie.
— Ewelina Strawa, psycholożka, job coach, trenerka biznesu